wtorek, 29 maja 2007

Tiki, Rosarito i inne...

Jak każdy wtorkowy wieczór spędzamy z Nico w Tiki barze, gdzie gra Trent, ale o tym już wcześniej pisałam. Piszecie mi że za rzadko umieszczam posty, ale naprawde tu na codzień nic aż tak ciekawego się nie dzieje, czasami wogole nie mam natchnienia do robienia zdjęć czy pisania. Tak więc kilka zdjęć z ostatnich dwóch tygodni.
Oczywiście głównie barowe zdjęcia (choć nie myślcie że ja tu tyle piję), poprostu tylko tam jest czemu (lub komu) robić zdjęcia ;) Oto Trent ponownie, prosto z pracy :)
Wiem, nie ma mnie na wielu zdjęciach, wszyscy dobrze znacie moją opinie o robieniu sobie samej zdjęć, ale proszę umieszczam jedno z moich koszmarnych zdjęć tutaj :) Ja z Derekiem :) Poniżej są zdjęcia z Rosarito, dokąd wybrałam się dwa tygodnie temu z Derekiem. Jest on półmeksykaninem i zna oczywiście hiszpański, bo mieszkał kilka lat w tym pięknym kraju. Przynajmniej nie musiałam się wysilać w mówieniu gdziekolwiek :) Niestety pogoda nam niezbyt dopisała, ale leżeć na plaży i pić piwo w każdą pogode można :)
Droga do Rosarito
Jedno z osiedli mieszkaniowych, wybudowanych głównie dla amerykanów, bo choć obcokrajowiec nie może kupić ziemi tu na własność, mnóstwo amerykanów kupuje tu domy i podpisuje 100letni kontrakt na wynajem ziemi, na której ten dom się znajduje.
A styl tego osiedla coś Ci przypomina Daria?
Molo w Rosarito :)
Te ptaki, wiem zdjęcie może nie jest super, są najśmieszniejszymi ptakami jakie widziałam :) Godzinami robią to samo, podbiegają do wody, coś sobie jedzą i jak nadchodzi fala uciekają. Wiem nie brzmi to zabawnie, bo najlepszy jest sposób w jaki biegają i nawet sobie nie wyobrażacie jak szybko, wyglada to super :) Mam filmik, więc jak się kiedyś dowiem jak się tu załącza filmiki, albo gdzie mogę załączyć, żeby Wam pokazać to napewno to zrobię (czekam na jakieś sugestie w tej sprawie :)
Oczywiście prawie nikogo na plaży nie ma, bo było strasznie zimno :(Oczywiście, standardowo, dołączam kilka zdjęć dzieci :) bo to z nimi mi najwięcej czasu upływa :)
Fiamma, Greta i Sole.
Czapki, które robiliśmy całe popołudnie :)
W parku z Nico i Dude :)
A tu, poszliśmy do innego niż zawsze parku nad zatoką :)Do twarzy mi???
To jest mała Viola, siostra Philipa, który był na zdjęciach z zoo :)
Karmienie ptaków :)FiammaGreta
Nicoletta od długiego czasu prosiła mnie o zrobienie gołąbków, które kiedyś raz jadła i odwlekałam to jak mogłam, bo wszyscy wiedzą że żaden kucharz ze mnie. Tydzień temu w środę Nico wyleciała na miesiąc do Włoch, więc przed jej wyjazdem zadzwoniłam do mamy po przepis i w poniedziałek pół dnia gotowałam, i oto rezultat :) Nico, Calab, Cody i Cinzia stwierdzili, że było bardzo dobre, nie smakowało jak dla mnie tak samo jak mamy, ale kto dorówna mamie w gotowaniu :)
A to zdjęcia z ostatniej imprezki z Nico przed wyjazdem, oczywiście w Tiki :)
Nasze zdjęcie na lodówkę :) tylko wywołać musimy :)
Grupa wspomagająca Trenta :) Mam super filmik, moglibyście poczuć klimat Tiki, ale problem ten sam co wyżej :( gdzie i jak go załączyć??
A to już zdjęcia z wczoraj, oczywiście to samo miejsce :) Obiecałam Nico, że nawet jak jej nie będzie to chociaż we wtorkowe wieczory bedę chodzić do Tiki , no wiec dotrzymuję obietnicy :)
Poznałam wczoraj mamę Trenta, która przyjechała w odwiedziny z ArizonyStała ekipa, Calab i Jeremy :)
Tak właśnie sobie urozmaicam czas do powrotu Nico i przyjazdu Klaudii, co nastąpi już za trzy tygodnie :) Wtedy to dopiero bedzie się działo :) Na razie to praca, praca, praca i wtorkowe wieczory :) Nie mogę uwierzyć, że jestem już tutaj ponad trzy i pół miesiąca, niesamowite jak ten czas leci :) Jeszcze cztery miesiące i do Meksyku bedę się pakować :) choć kto wie co mi los zgotuje do tego czasu :) Całuski i gorące pozdrowienia z niezbyt gorącego San Diego :*

środa, 9 maja 2007

"Update" po przerwie

Witam wszystkich po długiej przerwie :) Mam w końcu nowy aparat, więc mogę powrócić do fotografowania :) Przez ten czas dużo się u mnie nie zmieniło, głównie praca, nie wyjeżdżałam w wolne dni, bo bez aparatu to troche szkoda, ale teraz to wszystko nadrobię mam nadzieję.
Od dwóch tygodni mam samochód, który pożyczył mi pan Tadeusz, choć za dużo narazie go nie używam, to napewno się przyda, bo tu bez samochodu to ciężko :)
Oto właśnie mój mały Jeep :)
Zrobiłam również w końcu prawo jazdy, zdjęcie okropne, ale każdy ma tu takie, więc chyba tak już musi być ;)
A oto, dlaczego dostałam pierwszy mandat :( sprzątanie ulic raz w miesiącu i zapomniałam oczywiście przestawić samochód :(
Poniżej są zdjęcia z wycieczki z zeszłego poniedziałku, miałam jechać do Meksyku, ale nie mogłam się rano z łóżka podnieść i dopiero popołudniu przejechałam się z moimi sąsiadami powspinać po górkach. Półtorej godziny szliśmy na szczyt w prawie 40 stopniowym upale...
Opalenizna lepsza niż z plaży :)
Widok na Downtown San Diego :)
Moi sąsiedzi :)
Jedyna chmurka na niebie :)
Pies z dłuuuuugim językiem, którego spotkaliśmy na szczycie :)
A potem odrazu drzemka na plaży
No i oczywiście zobaczyć zachód trzeba :)
Poniżej zdjęcia z ostatniej soboty, Cinco de Mayo (5maja), która jest meksykańskim świętem narodowym, ale w Meksyku obchodzi się je tylko oficjalnie. Amerykanie w Californii natomiast stwierdzili, że jest to dobry powód do picia, więc w San Diego wszyscy imprezują cały dzień. Do każdego baru były kolejki... więc my imprezowaliśmy ze znajomymi w domu :)
Kilka zdjęć z dnia codzinnego z dziećmi
W parku :)


We wtorek przeszliśmy się na plażę z dziećmi i zupełnie przy brzegu pływały sobie delfiny (choć dla mnie bardziej na rekiny wygladają) :)




U kolegi w domu, bawiliśmy się z jego wężem, dziwne uczucie mieć go wokół szyji :)
A to nasz ulubiony pub "Tiki Bar", gdzie spędzamy każdy wtorkowy wieczór. Jest to najmniejszy bar chyba w całym PB (Pacific Beach), ale atmosfera jest super. Poniżej na zdjęciu właściciel i jedyny barman, Dave :)
Trent, który gra cały wieczór różne przeboje rockowe. Musiałam troche nadrobić znajomość californijskich zespołów, jak Sublime, które śpiewa cały bar razem :)
Mike, czyli "bramkarz" Tiki baru :)
W naszym stałym gronie wtorkowym, razem z Rochelle :)
I tak pomału lecą mi tygodnie, za dwa tygodnie Nicoletta wyjeżdża na miesiąc do Włoch, więc troche się sama ponudzę, czy przygotuję psychicznie do lata (jak Nico uważa powinnam :)
A już za 6 tygodni przyjeżdża Klaudia, więc bedzie się działo ;)
Całuski dla wszystkich z upalnej (wreszcie) Californii :*