Kolejna wycieczka do Meksyku, tym razem portowe miasteczko Ensenada(zwane też Księżniczką Pacyfiku). Położone około 120km od granicy ze Stanami, założone zostało koło 1804r, ale dopiero znalezienie złota koło 1870r spowodowało rozwój miasta, przez ponad 30lat stolica półwyspu Baja. Z tego co się dowiedziałam to miasto ma obecnie koło 400tyś mieszkańców, z czego ponad 1/4 przeprowadziła się do Ensenada w ostatnich kilku latach. Podobno teraz amerykanie wykupują tereny i domy w tych, bo oczywiście jest tu dużo taniej niż w Stanach, dlatego jest boom turystyczny, jak i budowlany :) Miasteczko jest pięknie położone nad zatoczką Todos Santos, czyli Wszystkich Świętych, wokół mnóstwo wzgórz, na których porozsiewane są małe domki i wielkie wille.
Dojazd do Ensenady trwa około 3godzin, więc wstałam o 6, żeby jak nawcześniej dotrzeć na miejsce. Już kilka dni wcześniej skontaktowałam się z Bianca, która jest meksykanka mieszkającą w Ensenadzie. Znalazłam ją przez hospitalityclub, napisałam do kilku osób i ona była pierwszą, która mi odpisała :) Po przyjeździe zadzwoniłam do niej, odebrała mnie z dworca, a że miała akurat dzień wolny to stwierdziła że połazi sobie ze mną po mieście.
Super dziewczyna, gadałyśmy cały dzień godzinami o wszystkim :) oczywiście po angielsku, ale potem pod wieczór przyszła jej mama i musiałam troche mój hiszpański poużywać :)
Poniżej zdjęcia z misteczka :)



Plac Civica, na którym stoją rzeźbione głowy trzech bohaterów narodowych - Juareza, Hidalgo, Carranzy.




Kościół Nuestra Senora de Guadalupe założony przez dominikanów w 1834r.






Sklep meblowy, który wg mnie jest urządzony niesamowicie :) zresztą sami zobaczcie :)
Bardzo dużo amerykanów, którzy miszkają niedaleko granicy z Meksykiem przyjeżdża kupować tu meble i całe wyposażenie domu, gdyż nawet nie wspominając o wiele niższych cen, to wybór jest tu niesamowity :)









Zaczynamy się wspinać na Colinas de Chapultepec, jedno ze wzgórz wokół Ensenady, skąd rozciąga się piękny widok na centrum miasta.







Widok na port


To jest Bianca, u której się zatrzymałam. Pod wieczór spotkaliśmy się z chłopakiem, który również odpowiedział mi, z hospitality, Hectorem. Najśmieszniejsze jest to że okazało się że jest to syn Bianci nauczyciela ze szkoły średniej :)

To właśnie Hector po prawej i w środku jego kolega, który uczy informatyki na uniwersytecie.

Wypiliśmy sobie tutejsze wino Cabernet, bo jest to jedna z rzeczy, z którym również Ensenada słynie, win, a potem poszliśmy do restauracji meksykańskiej, gdzie zjadłam przepyszne danie złożone z zapiekanych ziemniaków z cebulą, mięsem, papryką i serem, do tego oczywiście tortille i tocos :) hmmmm...... pychota.

To mieszkanie moich hostów.

A to ja o 6 rano następnego dnia tuż przed wyjazdem do San Diego na dworcu autobusowym z Blancą, mamą Bianci.

I tak właśnie minął mi kolejny wyjazd do Meksyku. Wszystko mi się super ułożyło, szkoda tylko że półtorej godziny stałam w kolejce na granicy, ale rano jest tak zawsze :( Z Biancą już jestem umówiona, że koniecznie niedługo znowu ją odwiedzę, może za dwa tygodnie. Popłyniemy zwiedzić wyspę Todos Santos. Już nie mogę się doczekać.
Poza wyjazdami za dużo się u mnie nowego nie dzieje, choć postaram się pisać częściej, nawet o nudnych dniach codzinnych :) Włosi otworzyli w końcu restaurację, więc mam mnóstwo pracy (tzn godzin siedzenia z dziećmi). Nawiązałam kontakt z jedną włoszką, z hospitality, która ma podobny plan wyjazdu do Meksyku na pare miesięcy jak ja i w tym samym terminie (październiku), więc może uda nam się połączyć siły :) Mam taka nadzieję w każdym razie. Ona planuje przejechać stopem całą drogę stąd do Brazyli, kawał drogi, ale w końcu jeśli pieniędzy starczy i bedzie nam się razem dobrze podróżować to czemu nie :) Ostatnio nie mogę uwierzyć jakie zbiegi okoliczności mnie spotykają i doszłam do wniosku że chyba coś takiego jak zbieg okoliczności nie istnieje, jest to jakiegoś rodzaju przeznaczenie. No bo jakie są szanse że nawiązujesz kontakt z dwoma osobami z prawie półmilionowego miasta i okazuje się że w zasadzie te dwie osoby się znają, albo że mieszkasz w włoskiej rodziny i nawiązujesz kontakt z włoszką, która planuje podobną podróż do Twojej i na dodatek jej najlepsza przyjaciółka która miała z nią w tą podróż jechać też jest polką.
Dziwny jest ten świat...