Tydzień temu w poniedziałek wybrałyśmy się z Klaudią do Julian, które jest małym miasteczkiem położonym wśród gór. Miasteczko to jest znane z przepysznej, podobno najlepszej na świecie szarlotki. Strasznie późno wyjechaliśmy i wracaliśmy już po ciemku, ale było warto, naśmiałyśmy się w czasie drogi niesamowicie :)
To właśnie zdjęcie z podróży, mapa przed kierownicą, Natalia za... :)


Nicoletta, która niestety nie mogła się z nami wybrać, mówiła, że droga zajmuje około godziny, nam zajęła prawie trzy, ale robiłyśmy sobie mnóstwo przystanków na podziwianie widoków i zamiast autostradą jechałyśmy przez góry małymi drogami :)

Jedna z maleńkich ulic, o ile dobrze pamiętam w Ramonie. Zabawne :)

Piękne widoki z samochodu



Rząd skrzynek pocztowych, tylko nie wiemy za bardzo czyich, bo wokół prawie żadnych domów.

Mały skok w bok, czyli skręciliśmy w drogę nad jezioro, bo zachciało mi się popływać.

Piękny widok na jeziorko z samochodu :)



Tama na jeziorze Sutherland.

No i tyle z naszego kąpania, bo na końcu drogi umieścili znak, że jezioro jest zamknięte :(












Tama z bliska



I znowu w drogę do Julian, piękne kaktusy przy drodze.




Jeden z parkingów przydrożnych :)




No i wjeżdżamy do Julian, które okazało się być maleńkim miasteczkiem z tylko jedną ulicą ze sklepami, hotelikami i kawiarniami. Niestety wszystko było już pozamykane, bo dotarłyśmy na miejsce dopiero po 18, ale kupiłyśmy świeżą szarlotkę w piekarni i pochodziliśmy sobie troche :)





Te wszystkie flagi i dekoracje to oczywiście już z okazji 4 lipca porozwieszane były.



Zachód słońca widziany z Julian


Klaudia z szarlotkami







I tak minął nam cały dzień, a potem po ciemku autostradą do domu. California jest bardzo duża, nawet te okolice wokół San Diego, dobrze że mamy jeszcze trzy miesiące na podróże :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz