
Witam ponownie, już jakiś czas zbieram się do napisania całej prawdy co się tu ostatnio wydarzyło, ale nie chciałyśmy wszystkich martwić. Sytuacja ostatnio była dość napięta, ponieważ kilka tygodni temu, włosi u których mieszkałam i dla których pracowałam czyli Cinzia i Francesco postanowili, że wprowadzą do nas do dużego pokoju Francesca brata Ricarda bez naszego pytania się o zdanie, chociaż to ja i Nicoletta wynajmujemy ten dom. Nico się zdenerwowała, więc włosi postanowili dać jej 30dni na wyniesienie się z mieszkania. Ja starałam się w to wszystko nie wtrącać, choć było ciężko chwilami, bo sami wiecie że jak mam coś na myśli to zazwyczaj od razu mówię. Sytuacja zaczęła być coraz mniej miła, a na dodatek Francesco zaczął na mnie o wszystko krzyczeć (zresztą on normalnie to nigdy mówić nie umiał). W każdym razie było kilka sytuacji i jedna bardzo nieciekawa, po której naprawdę zaczęłam się wręcz bać Francesco i powiedziałam Cinzii że się wyprowadzamy. To było w czwartek 5lipca i do poniedziałku musiałyśmy się wynieść no i poszukać nowej pracy. Nie było łatwo znaleźć w tak krótkim czasie mieszkania, więc znowu o pomoc poprosiłam tą polską rodzinę, która mi bardzo pomogła na początku. Pan Tadeusz i dzieci są teraz w Polsce, więc zadzwoniłam do Małgosi, jego żony i już od tygodnia razem z nią mieszkamy. Od razu w poniedziałek i wtorek po wyprowadzce zaczęłyśmy szukać pracy i już w środę pracowałyśmy przy sprzątaniu domów w polskiej firmie sprzątającej, byłoby nawet zabawnie, gdyby domy nie były porozrzucane po całym San Diego, więc trochę się najeździłyśmy. Tak sobie trzy dni popracowałyśmy i mój sąsiad z poprzedniego mieszkania u włochów, Johnny, zadzwonił że załatwił nam pracę w miejscu gdzie on pracuje. Jest to mały sklepik sprzedający smoothies i kanapki. Smoothies są to takie odświeżające napoje zrobione ze świeżych owoców, mleka lub mrożonych jogurtów, lodu i soków owocowych. Dzisiaj właśnie byłyśmy pierwszy dzień w pracy i było super!!! Tak jak widzicie jakoś dajemy sobie radę w trochę niespodziewanych warunkach. Małgosia nas namawia żebyśmy zostali u nich do końca sierpnia, ale my tęsknimy za Pacific Beach, które jest prawie pół godziny od nas oddalone. Nie wiemy czy lepiej wynająć tam pokój, czy dojeżdżać codziennie, no cóż, zobaczymy gdzie nas przeznaczenie zaprowadzi... :)
A poniżej jak zawsze kilka zdjęć.
Zatoka Mission Bay:

Mały Coffee House

Ja z wielką "szopą" po rozplecieniu warkoczyków ;)




Ciekawy samochód złapany na ulicy

Ostatnie wyjście z dziećmi do parku, Fiamma, Greta i Sole

Gloria (meksykanka, opiekunka Sole i Jordana) z dziećmi





W drodze do restauracji


Dzieci w restauracji

Greta w moich okularach :)







W taki sposób zawsze rozmawiałyśmy z Nico przez płot jak byłam w pracy ;)




Ostatni wieczór z dziećmi, strasznie się popłakałam na koniec, niestety dzieci nic nie wiedziały że odchodzę więc musiałam udawać że wszystko jest ok :(





Dokładnie tydzień temu się od nich wyprowadziliśmy, a już strasznie za nimi tęsknię, ale co zrobić, takie życie... :(
To jeden z ostatnich wieczorów w Tiki na którym byłyśmy, bo odkąd mieszkamy u Małgosi już nie chodzimy, bo nie chcemy po nocy tu wracać. Był to dzień przed 4 lipca, więc już wszyscy imprezowali ostro ;) super grali... byłam bardzo zdziwiona jak cały zespół zmieścił się do takiego małego miejsca jak Tiki, ale wyszło im super, wszyscy tańczyli i impreza była niesamowita :)



Na zdjęciu na ścianie w Tiki-Johnny Cash

Tydzień przed naszą wyprowadzką Nico postanowiła zrobić wyprzedaż garażową, co jest tu bardzo popularne. Chciała się przed przeprowadzeniem do nowego domu ( bo nie pisałam wcześniej że na szczęście już znalazła małe mieszkanie tylko dla siebie z podwórkiem dla psa, bardzo niedaleko tego gdzie razem mieszkałyśmy) pozbyć część swoich rzeczy. To właśnie rozwieszanie plakatów po ulicach.

Wyprzedaż, mnóstwo małych i dużych rzeczy...



To ostatni raz jak byliśmy w Tiki tydzień temu.
Na zdjęciu od lewej: Angela(koleżanka Nico, włoszka, która przyjechała tu na miesiąc), ja, Nico, Regina (super piosenkarka, możecie posłuchać piosenek na jej stronie (
http://www.myspace.com/reginaleonard) Wszystkie piosenki tam są jej oryginalnymi, śpiewa często w Tiki w niedziele), Klaudia.



Dave, właściciel Tiki ze swoją żoną :)

Mała świnka jako maskotka jednego ze sklepu w Pacific Beach

Nasze wielkie pakowanie, oczywiście większość moich rzeczy, skąd się tyle ich wzięło po 5 miesiącach to nie wiem??? W każdym razie w naszego Jeepa zmieściłyśmy :)

Wszystko spakowane w samochodzie, a my siedzimy na ławeczce na plaży i zastanawiamy się co dalej z nami będzie :) ale jak widać jakoś przeznaczenie nad nami czuwa... W ten dzień wyprowadzki co godzinę nam się plany zmieniały w sprawie mieszkania, dzień, który gdyby był tygodniem, byłby bardzo intensywny, a jako 24godziny był czystym wariactwem ;)

Dla uspokojenia, fotografowaliśmy surferów...


Uchwycony w kadrze przez Klaudię - koliber...

A to teraz nasze życie ;) Ci Polacy mieszkają w takim osiedlu domów i do całego osiedla należy piękny basen i spa, w których siedzimy w każdym wolnym czasie :) choć z dala od PB i imprez, mamy przynajmniej gdzie wypoczywać... chyba zawsze jest coś za coś...




Piękny zachód z ogrodu w naszym nowym miejscu zamieszkania :)







Na jeden dzień zamieniłyśmy się z Małgosią z Jeepa na małego żółtego Żuka ;)

Tęcza, rzadkość w PB :)

Nasz wczorajszy obiad :)

To już jesteście wszyscy na bieżąco z naszą sytuacją, która jest super, choć i tak zdarza nam się czasami narzekać, ale zawsze trzeba chcieć od życia więcej, żeby nie stanąć gdzieś w miejscu :)
Pozdrawiam i całuję Was wszystkich mocno!!! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz